Szukaj na stronie
Statystyka

arkadia-polania.pl Real PR


Free counters!
stat4u


WYSPA ROZBITKÓW

10. Dobroczynność bankiera

Marcin wyczytał z ich twarzy, co się dzieje w ich duszach. Zachowywał jednak dobrą minę. Impulsywny Franciszek przedstawił mu sprawę:

- w jaki sposób mamy panu oddać 1080 złotych skoro na całej wyspie jest tylko 1000 złotych?

- Te dodatkowe 80 złotych stanowią procent, moi przyjaciele. Czy wasza produkcja nie powiększyła się?

- Tak, ale pieniądz się nie powiększył. Pan domaga się pieniędzy, a nie towarów. Tylko pan robi pieniądze. Otóż pan wydrukował tylko 1000 złotych, a żąda pan zwrotu 1080 złotych. Nie możemy panu tyle oddać!

- Chwileczkę, moi przyjaciele. Bankier zawsze się dostosowuje do okoliczności, dla większego dobra ogółu... A więc spłaćcie mi tylko procent: nie więcej niż 80 złotych. Kapitał zatrzymajcie.

- Czy pan umarza dług?

- Przykro mi, ale bankier nigdy nie rezygnuje ze spłaty długu. w końcu oddacie mi wszystkie pieniądze, które wam pożyczyłem, ale co roku będziecie mi spłacać tylko procenty. Nie będę się domagał zwrotu kapitału. Niektórzy z was nie będą mogli płacić nawet samego procentu, gdyż pieniądze krążą od jednych do drugich. Ale zorganizujcie się w społeczność i przyjmijcie system kolektywny. To się nazywa opodatkowaniem. Tych, którzy mają więcej pieniędzy, obciążycie większym procentem, innym mniejszym. Byleście spłacili mi cały procent, to ja będę zadowolony, a wam również będzie się dobrze powodzić.

11. Ekstaza Marcina Goldena

Po odejściu towarzyszy, Marcin się skupia i myśli:

- Mój interes jest dobry. Ci ludzie są pracowici, ale nie znają się na rzeczy. Ich ignorancja i łatwowierność stanowi moją siłę. Podczas gdy ich oszukałem, obsypywali mnie kwiatami. o wielki bankierze! Czuję w sobie twój geniusz! o światły nauczycielu, słusznie powiedziałeś: "Dajcie mi kontrolę nad finansami narodu, a zagram na nosie tym, którzy tworzą jego prawa". Ja, Marcin Golden, jestem panem Wyspy Rozbitków, ponieważ kontroluję jej system pieniężny. Mógłbym sprawować kontrolę nad całym światem. Niech tylko wydobędę się z tej wysepki: wiem jak rządzić światem, nie dzierżąc berła. z największą rozkoszą wpajałbym swoją filozofię w głowy chrześcijan: bankierów, przemysłowców, polityków, zbawców narodów, profesorów, dziennikarzy - a staliby się moimi sługami. Ogół chrześcijan spokojniej drzemie w niewolnictwie, gdy ich nadzorcy sami są chrześcijaniami.

I w olśnionym umyśle Marcina powstaje cała struktura systemu bankowego.

12. Kryzys drogiego życia

Tymczasem sytuacja na wyspie się pogarsza. Wprawdzie produkcja wyraźnie wzrosła, ale spadła ilość transakcji. Marcin też pilnuje swych interesów: przecież trzeba pomyśleć o odłożeniu dla siebie pieniędzy. Ale pieniądz źle krąży: ci którzy płacą najwyższe podatki, występują przeciw drugim i podnoszą ceny, żeby w ten sposób uzyskać rekompensatę. A najbiedniejsi, którzy nie płacą podatków, narzekają na drożyznę i kupują coraz mniej. Obniża się moralność, zanika radość życia, praca nie sprawia już zadowolenia. Bo po co pracować? Produkty trudno jest sprzedać, a jeżeli się je sprzeda, trzeba płacić Marcinowi podatki. A więc trzeba się ograniczać. To jest kryzys. i każdy oskarża swego sąsiada o brak uczciwości i o to, że jest powodem drożyzny.

Pewnego dnia Henryk rozmyślając o swoich sadach doszedł do wniosku, że "podstęp", jaki przypisują systemowi pieniężnemu ustanowionego przez bankiera, wszystko na wyspie popsuł. z pewnością oni sami mają wady, ale system Marcina podsyca w nich to, co w ludzkiej naturze jest najgorsze. i Henryk postanowił przekonać swoich przyjaciół. Zaczął od Jakuba. z nim poszło mu łatwo. Och, nie jestem uczony - powiedział Jakub - ale już od dłuższego czasu czuję, że system tego bankiera jest bardziej zepsuty niż nawóz w mojej oborze ubiegłej wiosny.

Wszyscy po kolei zrozumieli to i postanowili ponownie spotkać się z Marcinem.

13. U kowala kajdanów

U bankiera rozpętała się burza.

- Na naszej wyspie brakuje pieniędzy, bo pan nam je zabiera. Płacimy i płacimy i jesteśmy panu jeszcze tyle winni, ile byliśmy na początku. Pracujemy, uprawiamy ziemię i powodzi się nam gorzej niż przed pana przybyciem.

- Moja baryłka złota jest warta kilka tysięcy złotych... Mogę waszą własność obciążyć hipoteką i pożyczyć wam nowych tysiąc złotych.

- Dwa razy więcej długów? Mamy panu płacić dwukrotnie większy procent, latami, bez końca?

- Tak, ale w miarę, jak będzie wzrastać wartość waszych nieruchomości, będziecie mogli zaciągać nowe pożyczki, a spłacać będziecie mi zawsze tylko procenty. Pożyczki będziecie gromadzić: to się nazywa długiem skonsolidowanym, długiem, który może wzrastać z roku na rok. Ale jednocześnie będzie się powiększać wasz dochód. Dzięki moim pożyczkom możecie wpływać na rozwój wyspy (kraju).

- A więc w miarę, jak wskutek naszej pracy wyspa będzie się stawać coraz wydajniejsza, będzie się powiększać nasz zbiorowy dług?

- Owszem, tak jak się to dzieje we wszystkich cywilizowanych państwach. Dług publiczny jest jak gdyby miernikiem dobrobytu.

14. Wilk pożera owce

- Czy pan, panie Marcinie, nazywa to pieniądzem zdrowym? Dług publiczny, gdy staje się nieunikniony i niespłacalny, nie jest zdrowy, lecz szkodliwy.

- Wszelki pieniądz zdrowy, moi panowie, powinien się opierać na złocie i powinien wychodzić z banku w postaci długu. Dług publiczny jest dobrą rzeczą: sprawia, że rządy dają się kierować mądrością ucieleśnioną w bankierach. Ponieważ jestem bankierem, jestem na waszej wyspie pochodnią cywilizacji.

- Panie Marcinie, jesteśmy tylko prostymi ludźmi, ale bynajmniej nie chcemy takiej cywilizacji. Nie pożyczymy już od pana ani jednego grosza. Niech to będzie pieniądz zdrowy czy niezdrowy, ale nie chcemy więcej mieć z panem do czynienia.

- Współczuję wam, panowie, z powodu waszej niemądrej decyzji. Ale skoro ze mną zrywacie, przypominam o waszych zobowiązaniach. A więc oddajcie mi wszystko: kapitał i procent.

- Ależ to jest niemożliwe! Nawet gdybyśmy oddali panu wszystkie pieniądze, jakie są na wyspie, jeszcze bylibyśmy panu dłużni.

- Nic na to nie poradzę. Czyście nie zagwarantowali na piśmie? Tak, czy nie? A więc na mocy świętości umów przejmuję wszystkie wasze własności stanowiące gwarancję, jak to ustaliliśmy wówczas, gdy byliście tak uszczęśliwieni z mego przybycia. Ponieważ nie chcecie służyć potędze pieniądza dobrowolnie, zmuszę was do tego. Nadal będziecie eksploatować wyspę, ale już dla mnie i na moich warunkach. Odejdźcie, jutro wydam wam rozkazy.

15. Kontrola dzienników

Jak prawdziwy bankier. Marcin wiedział, że kto sprawuje kontrolę nad systemem pieniężnym jakiegoś narodu, sprawuje kontrolę nad samym narodem. Ale Marcin zdawał sobie sprawę, że dla osiągnięcia tego celu trzeba się postarać, by naród żył w nieświadomości. Dlatego należy go zainteresować innymi sprawami. Toteż zorganizował on dwa ugrupowania polityczne: niebieskich i czerwonych, pragnąc skłócić mieszkańców wyspy. Finansuje obie partie, zyskując w ten sposób pewność, że ten, kto zostanie wybrany pozostanie na jego usługach, zamiast służyć ludowi.

Henryk, który był najmniej stronniczy, sugerował od czasu do czasu swoim towarzyszom, żeby wywarli nacisk na rząd ... Jest to siła zagrażająca wszystkim dyktatorom.

Marcin starał się rozjątrzyć te ich polityczne dysputy do najwyższego stopnia. Przy pomocy swojej małej prasy drukarskiej wydawał dwa tygodniki: "Słońce" dla czerwonych i "Gwiazdę" dla błękitnych.

"Słońce" w streszczeniu mówiło:

"Jeżeli nie jesteście już panami u siebie, to z powodu tych zacofanych błękitnych, którzy zawsze są przyklejeni do wielkich interesów".

"Gwiazda" w streszczeniu mówiła:

"Wasz dług państwowy jest dziełem tych przeklętych czerwonych, którzy zawsze są gotowi do politycznych awantur".

I nasze dwa polityczne ugrupowania kłóciły się w najlepsze zapominając, że głównym sprawcą ich niezgody jest kontroler pieniędzy, Marcin.

16 Cenne znalezisko

Pewnego dnia Tomasz odkrył, w głębi małej zatoki, wśród sitowia, łódź osiadłą na mieliźnie. Brakowało w niej wioseł i jakichkolwiek śladów, że ją ktoś używał. Ale Tomasz znalazł w łodzi skrzynię, w dość dobrym stanie, z kilkoma sztukami bielizny, z paroma drobnymi przedmiotami i z książką pt.: "Pierwszy rok Vers Demain". Zasiadł do czytania. Treść książki go pochłonęła.

- Ależ - zawołał - powinniśmy to wiedzieć już od dawna! Wartość pieniądza w żadnym wypadku nie opiera się na złocie, lecz na produktach, które za pieniądze można kupić. Pieniądz może być zwykłą księgowością, kredytem przechodzącym z jednego konta na drugie, w zależności od zakupów i sprzedaży. Ogólna suma pieniędzy zależy od ogólnej ilości towarów. Wzrostowi produkcji zawsze musi towarzyszyć odpowiedni wzrost ilości pieniędzy... z nowego pieniądza nigdy nie należy płacić procentu... Postęp nie jest reprezentowany przez dług publiczny, lecz przez dywidendę równa dla wszystkich... Ceny dodane do siły nabywczej przez współczynnik cen. Kredyt Socjalny.

17. Pieniądz jest zwykłą księgowością

I Tomasz zmienił się w profesora:

- Oto co można by zrobić bez bankiera, bez złota, bez zaciągania długów - mówi. Otwieram konto na nazwisko każdego z nas. Po prawej stronie zapisuję wpływy: to, co powiększa konto; po lewej stronie zapisuję wydatki: to, zmniejsza konto. Każdy z nas na początek chciał 200 złotych.

  • Franciszek kupuje od Pawła towarów za 10 złotych. z konta Franciszka odejmuję więc 10 złotych, zostaje mu 190. Dodaję Pawłowi, który ma teraz 210.
  • Jakub kupuje od Pawła za 8 złotych. Odejmuję 8 złotych Jakubowi, któremu zostaje 192. Konto Pawła wzrosło do 218.
  • Paweł kupuje drzewo od Franciszka za 15 złotych. Pawłowi odejmuję 15, ma on teraz 203, 15 dodaję Franciszkowi, który teraz ma 205.

I tak dalej, z jednego konta na drugie, całkiem tak samo, jak papierowe złotówki przechodzą z jednej kieszeni do drugiej. Jeżeli ktoś z nas potrzebuje pieniędzy na powiększenie swojej produkcji, otwiera się mu potrzebny kredyt, bez oprocentowania, który on odda po dokonaniu sprzedaży. To samo odnosi się do robót publicznych. Powiększa się również okresowo, w zależności od postępu społecznego, konto każdego o dodatkową sumę, nic nikomu nie zabierając. i to jest dywidenda narodowa. w ten sposób pieniądz staje się narzędziem pomocniczym.

18. Rozpacz bankiera

Wszyscy dobrze to zrozumieli. Mała społeczność wyspy stała się społecznością kredytową. Nazajutrz Marcin otrzymał list opatrzony pięcioma podpisami.

"Szanowny Panie, Pan nas zadłużył i opodatkował, aby Pan kierował naszym systemem pieniężnym. Odtąd będziemy mieć wszystkie potrzebne nam pieniądze bez złota, bez długów, bez złodzieja. Od dziś ustanawiamy na Wyspie Rozbitków system Kredytu Socjalnego. Dywidenda narodowa zastąpi dług narodowy. Jeżeli Pan domaga się zwrotu kapitału, możemy Panu oddać wszystkie pieniądze, jakie Pan dla nas sfabrykował, ale nic ponad to. Nie może się Pan domagać zwrotu tego, czego Pan nie wytworzył".

Marcin jest zrozpaczony. Jego królestwo się wali. Pięciu ludzi stało się kredytowcami. Pieniądz i kredyt nie stanowią już dla nich żadnej tajemnicy.

- Co robić? Przeprosić ich i stać się jednym z nich? Mam uczynić to ja, bankier? Nigdy! Raczej odejdę i spróbuję żyć na uboczu.

do góry

 

 
 
LUCULLUS
 

Wesprzyj nas
Moja książka
DOSTAŁEM DRUGIE ŻYCIE czyli wpływ żywienia niskowęglowodanowego na pozbycie się większości chorób cywilizacyjnych
DOSTAŁEM DRUGIE ŻYCIE czyli wpływ żywienia niskowęglowodanowego na pozbycie się większości chorób cywilizacyjnych
Reklama
Kumax

Niezależna Telewizja